poniedziałek, 18 lipca 2016

Miniaturka # złoty pył

Kiedyś miałam przyjaciela. Znałam go od zawsze i to dosłownie. Urodziliśmy się w tym samym szpitalu. Nigdy nie bawiłam się z innymi dziećmi, tylko z nim. Podrzucałam mu przez okno skradzione babci ciasteczka, bawiliśmy się w chowanego wśród kłosów zbóż, zaplatał warkoczyki z moich krótkich włosów w kolorze chmur o zachodzie słońca.
A potem na szkle pojawiła się rysa.
- Jutro wyjeżdżam – powiedział, wsadzając ręce do kieszeni i spoglądając na zabarwione różem chmury. Patrzyłam na niego, nie mogąc zrozumieć słów, które wypowiedział. Wydawały się być tak nierealne…
- Dlaczego? – zapytałam, gdy wreszcie przypomniałam sobie, jak się mówi.
- Po prostu… muszę – wzruszył ramionami, spuszczając wzrok.
- Wrócisz?
- To tylko rok – uśmiechnął się, spoglądając na mnie swoimi niebieskimi oczami. Tym razem to ja odwróciłam wzrok.
- Trzymam cię za słowo.
*
To było trzy lata temu. Dziś pamiętałam jego twarz tylko dzięki zdjęciom schowanym na dnie szuflady. W mojej pamięci już dawno temu zatarł się jego głos. Zapominałam i nic nie mogłam na to poradzić. I chyba to było najboleśniejsze.
Tamtego dnia, dokładnie trzy lata od jego odejścia, postanowiłam, że go odszukam. Rankiem wsiadłam w pociąg, choć nie wiedziałam, gdzie jadę. Wysiadłam po kilku przystankach. Szłam bez celu, wpatrując się w szare ulice i twarze ludzi, na których mieszały się setki emocji. Wkrótce doszłam do lasu. Prowadziła w nim jedna ścieżka z schodami. Najwidoczniej kiedyś była tu świątynia.
Nie wiem, ile szłam, to miejsce wydawało się nie uznawać czegoś takiego jak czas. Na samym końcu drogi znajdowało się ogromne drzewo – przewyższające domy. Miałam wrażenie, że jest wyższe nawet niż góry. Jego gałęzie były rozległe, przez liście prześwitywało delikatnie słońce. To piękno niszczył jeden element, który równocześnie pasował i nie pasował do otaczającego mnie widoku.
Grób.
Podeszłam do niego bez lęku, w końcu nie wierzyłam w duchy. Unosił się nad nim dziwny złoty pył, a trawa okalała szary marmur. Otarłam nagrobek z liści, był podpisany. Po dokładnym przyjrzeniu się, zdołałam odczytać znaki.
Już wiedziałam, czemu nie wrócił.
Intrygowało mnie jednak, dlaczego jego grób był tutaj. Przecież to miejsce było opuszczone. Wtedy zauważyłam, że złoty pył okrążał wyryte w marmurze imię. Tamtego dnia zaczęłam wierzyć, że duchy zmarłych są wśród nas, mimo, że ich nie zauważamy.
Istniał jednak mały szczegół. Ja je widziałam.
*
Do dziś nie wiem, dlaczego jego grób znalazł się właśnie tam. Myślę jednak, że był po prostu youkai, którego duchy lasu pochowały wraz z nimi.
Ktoś kiedyś powiedział, że nasz dom nie musi być tam, gdzie kładziemy się spać. Tamtego dnia odkryłam swój dom. Przychodziłam tam i patrzyłam na złoty pył. Miałam nadzieję, że to jego dusza i nie płakałam.
Bo przecież wierzyłam w duchy. A skoro on nim był, to znaczy, że dotrzymał swojej obietnicy. Wrócił do mojego serca.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Ogłoszenia parafialne

Od 5 lipca do 17 lipca będę na obozie. Wyłączam moderację komentarzy, ale nie będę w stanie na nie odpisywać. Przez te dwanaście dni nie będę dodawać postów, chyba że złapię internet (bo mam przygotowane do opublikowania).

Więc, wracam 17 lipca. Jestem na trzy dni, do 20 i wyjeżdżam ponownie, na 10 dni, więc do 30 lipca. Dzień później zmierzam już do Niemiec i Czech, zostaję na około dwa tygodnie (zależy ile będę u ojca). Wracam pod koniec sierpnia, ale zaczynam próby na rozpoczęcie roku.

Jak widać, za dużo czasu w wakacje nie mam. Będę się starała wstawiać posty w przerwach między wyjazdami, ale nic nie obiecuję.

Będzie ktoś na obozie artystycznym w Nowym Dworku? :P

No to widzimy się najprawdopodobniej we wrześniu :) komu wysłać kartkę z Bawarii? XD
Tak, Irethka jedzie do zamku z Disneya! Jeeej! *jaram się tak bardzo*

sobota, 2 lipca 2016

Recenzja Assassin's Creed - renesans


Ostrzegam, że recenzja jest przesycona jadem, kpiną i wszystkim co złe! Czytacie na własną odpowiedzialność.


Moje oczekiwania względem tej książki były (nie grałam w grę, od razu mówię): jakiś zakon w stylu klasztoru, Ezio co jakiś czas wyjeżdża na misje, znajduje karty z Kodeksu…
No ale dobra, nie ma zakonu, nie przeszkadza mi to, w końcu na okładce nie było napisane, że owy klasztor miałby się pojawić. Jednak reszta mnie zawiodła i to mocno.
Zwykle, gdy czytam jakąś książkę, wypisuję wszystkie błędy, jakie się w niej pojawiają. Przy czytaniu Assassin's Creed notatki w moim telefonie wyglądają jak opowiadanie.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to brak realizmu. Ja rozumiem, że to na podstawie gry, itd., ale są jakieś granice. Kilka przykładów:

* złamanie miecza na kolanie,
* „były tak ostre, że mogły przeciąć rzuconą na nie jedwabną chustkę” – mowa tu o sztyletach,
* cienka metalowa płytka zatrzymuje uderzenia miecza obosiecznego, który tak de facto potrafił zmiażdżyć koniu żebra i wgnieść zbroję,
* Ezio uderza ręką i nie dość, że wytrąca wrogowi miecz, to jeszcze, cytując „rozciął mu ciało” (niezłe paznokietki musiał mieć),
* „nie przeżyją dłużej niż sześć dni bez wody i jedzenia” – każdy człowiek po podstawówce powinien wiedzieć, ile dni bez wody jest w stanie wytrzymać człowiek.

Błędów jest dużo więcej, ale przejdźmy już do postaci!

* Ezio to taka typowa Mary Sue – ktoś go nie lubi? Jest zły! Ktoś go lubi? Przyjaciele na zawsze, pomogą w potrzebie! Nie podobało mi się także to jego „musze działać według Credo, służyć ludzkości”, a morduje sobie ludzi i ma nawet swoją własną listę! Można było od razu wplątać do tego Death Note, miałby prościej! Dodatkowo jest zakochany w Christinie aż do śmierci! Tylko czemu przy okazji sypia z innymi kobietami? Credo nakazuje mu je uszczęśliwiać, czy jak?
* Rozwaliła mnie także postać Lisa – Ezio nawet przez chwilę nie pomyślał, że człowiek, który jest tak tajemniczy i w ogóle och ach, może być zdrajcą. No bo przecież w tej książce nie ma zdrad. A nie jedna była! Tak przewidywalna i nudna, że od razu wiadomo było, kto zdradzi.
* Zachowanie córki Cateriny także był genialne – dziewięcioletnia dziewczynka, na jej oczach Ezio zabił dwóch ludzi, a ona była, cytując „niezrażona”. Dziewięcioletnie dziecko!

Kolejną rzeczą jaka mnie irytowała, była narracja. Chodzi mi przede wszystkim o ciągłe używanie imion, zamiast zamienników na „kobieta, mężczyzna, brunet, blondynka”. Przez to:

* po pierwsze: nie wiem, jak wygląda Ezio, bo nie wystarczy opisać kogoś w kilku zdaniach na początku książki,
* po drugie: akcja zaczyna się, gdy Ezio ma 17 lat. Po kilku rozdział autor wciska datę i nagle jakiś przedziwny głos zwany rozumem mówi nam „cos tu nie pasuje”. I okazuje się, że Ezio nie ma już 17 lat, a np. 25. Potem nagle jest już czterdziestolatkiem.



Więc podsumowując – książka nudna, przewidywalna do bólu, pełna antyrealizmu i płaskich postaci. Żałuję, że wydałam na nią pieniądze, a następnych części na pewno nie kupię. Gratulacje dla każdego, kto przebrnął przez tę nasyconą jadem recenzję!
© Halucynowaa | WS | X X X