środa, 30 marca 2016

Światło i mrok #5 sąd najwyższy

Przepraszam, że tak długo zwlekałam z pisaniem miniaturki - wybaczycie mi, nie?

Linkuje poprzednie części, jakby ktoś zapomniał, o co chodziło (otwierają się w nowych oknach):


Światło było zgaszone, mimo późnej pory. Wybacz... ale nie. Kolejna łza bólu spłynęła po moim policzku. Dlaczego... pytałam wciąż, choć znałam odpowiedź.
Drzewa... kochałam je. Ale one dawały mi cząstkę miłości wtedy, gdy byłam wiatrem, gdy sprowadzałam słońce, a nie deszcz.

***

Rankiem obudziły mnie promienie słońca i pukanie do drzwi. Uśmiechnęłam się, patrząc na jasne błękitne niebo, lecz stukot dobywający się od strony drzwi mnie zaniepokoił. Kto przyszedł tu o tak wczesnej porze?
Podeszłam do klamki i wypuściłam czekającego. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że stoi tam strażnik.
- Mei Neber? - zapytał.
- T-tak, o co chodzi? - Wizyta strażnika nie zapowiadała niczego dobrego. Wiadome było, że jeżeli pojawiał się pod twoimi drzwiami, mogłeś spodziewać się kłopotów.
- Sąd najwyższy każe ci stawić się przed nim natychmiastowo.
Z gulą w gardle poszłam za strażnikiem, pełna obaw i strachu.

***

- Czy przyznajesz się do sprowadzania deszczu oraz chmur?
- Tak - odpowiedziałam, otoczona spojrzeniami rzucanymi mi ukradkiem i przesyconymi wyższością. Mówiły nie jesteś nic warta, odejdź stąd! Obawiałam się, że za niedługo naprawdę zniknę z Wioski...
- Czy przyznajesz się do umyślnego sprowadzania deszczu i chmur?
Przełykam ślinę i odpowiadam - nie.
Patrzą na mnie dziwnie, kulę się pod ich wzrokiem, szczególnie, że skłamałam, choć może nie do końca. Tak, śpiewałam i znałam konsekwencje, ale przecież to moc wywierała na mnie nacisk. To ona zmuszała mnie do śpiewu... czuję, jak coś we mnie pęka.
- Na co tak patrzcie?! - chwytam rękami drewnianej mównicy, przy której stoję. - przecież wiecie kim byłam wcześniej! Przecież nadal pamiętacie, co... - strażnik przy drzwiach chwyta mnie mocno za ramiona i odciąga od mównicy. - Dlaczego mi nie wierzycie?! - krzyczę, zanim wyprowadzą mnie z sali. Nawet oni... też zapomnieli... że byłam wiatrem... że dzięki mnie... patrzyli na słońce...
Łzy wypływały z moich oczu, choć tego nie chciałam. Ostatnio płakałam zbyt często.

niedziela, 20 marca 2016

Tylko głupiec się nie boi...

Pisałam to kilka miesięcy temu i moje poglądy się zmieniły, więc przerabiam tekst, ale przesłanie pozostaje to samo.
Dzisiaj trochę o strachu, bo tylko głupiec niczego się nie boi. Choć, jak wiadomo, strach tnie głębiej niż miecze :) GoT

Mało ludzi to przyznaje, ale jednak większość z nas boi się tego, co może czyhać w ciemności, więc… po prostu boimy się ciemności. Ostatnio jednak zauważyłam, że mnie ona nie przeraża. Okej, czasem czytam jakieś mroczne opowiadanie i moja wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, wymyślając coraz to nowe wizje mojej śmierci… ale jednak zazwyczaj siedzę wieczorem po ciemku. No, nie do końca po ciemku, ale mała lampka nocna  to nie jest dobre źródło światła. A gdy pracuję na komputerze to często ją wyłączam.

Odejdźmy już od tematu ciemności! Oto moje lęki, fobie – nazwijcie to jak chcecie:

Ciary mnie przechodzą...
Piekielnie boję się huraganów. Patrzę na zdjęcie i czuję, jak puls mi przyspiesza, oczy rozszerzają… a mimo wszystko w dziwny sposób mnie one przyciągają :P Tak więc mam lilapsofobię. Taka fajna nazwa, taki głupi lęk. Czemu głupi? Bo w Polsce tornad raczej nie znajdę… Ale poświęciłam się i znalazłam zdjęcie! :)

William Turner - Rybak na morzu
Nie wiem, jak nazywa się ten lęk, ale mam coś takiego, że boję się, że wypłynę na morze, a potem się odwrócę i nie będę widziała lądu, zacznę kręcić się w kółko i nie będę wiedziała w którą stronę płynąć, a w końcu zostanę sama na środku morza. Ten lęk chyba nie ma nazwy :P  Mimo wszystko podczas wakacji nad Bałtykiem siedziałam na brzegu obserwując sobie morze z bezpiecznej odległości ;)

Wybaczcie, nie byłam w stanie wyszukać prawdziwego pająka XD

Trzeci, dość powszechny lęk, czyli arachnofobia. Strach przed pająkami. Najgorsze są te malutkie… o tutaj dam wam dość komiczną historyjkę o Ireth. Od razu mówię, że mam czternaście lat. To ważne, inaczej historia traci na nienormalności :P Otóż: przychodzę do domu, widzę na biurku pajączka trzy na trzy… milimetry, po czym z przerażeniem w oczach gnam do kuchni, chwytam słoik i… nakrywam nim pajączka. Bo bałam się, że jak spróbuję go zgnieść, to się wymknie, albo co gorsza wejdzie na narzędzie śmierci, a potem na moją rękę, brrr… pajączek czekał w słoiku przez cztery godziny, czyli do czasu, kiedy moja mama przyszła i go wypuściła na balkon. Także ten… ta odwaga XD

Macie jakieś lęki?

środa, 16 marca 2016

Nie jestem robotem!

Kilka miesięcy temu miałam fazę na quizy - nie wierzyłam im, ale często je robiłam. Dzięki nim powstał ten tekst, który już dawno chciałam opublikować.

Pytania i odpowiedzi na podstawie quizu – interpretacja człowieka.

Ludzie pytają:
-  Jesteś introwertykiem czy ekstrawertykiem?
Nie wiem. Człowiek nie jest robotem, jego ścieżki myślenia i nastroje są zmienne i nieprzewidywalne. Czasami chcemy odgrodzić się od wszystkiego i mówimy sobie: jestem introwertykiem. Ale kiedy śmiejemy się razem z przyjaciółmi twierdzimy, że jesteśmy ekstrawertykami.

Jestem humanistką, bo nie mam problemu z zapamiętaniem dat bitew i panowania królów. Ale jestem też umysłem ścisłym, bo obliczam w pamięci dodawanie pięciocyfrowych liczb i znam wzory pierwiastków chemicznych. Więc co mam odpowiedzieć kiedy zapytają mnie: jesteś humanistą, czy wolisz nauki ścisłe? Jestem tym i tym, a jednak nie potrafię nauczyć się biologii, choć to nauka ścisła, ani nie zapamiętam czym jest przydawka lub orzeczenie i czym się różnią.



Co robisz w wolnym czasie? Wybierz jedną odpowiedź. W wolnym czasie robię to, na co mam ochotę. Jeżeli będę chciała śpiewać to zaśpiewam, a jeżeli poczytać książkę to sięgnę po nią. Człowiek nie robi zawsze tego samego, zmienia swoje zainteresowania i nie może wybrać jednej odpowiedzi.

Mówią: on jest inteligentny, bo czyta książki. Ale przecież on, nazwijmy go Marcin, robi też inne rzeczy. Marcin gra w gry komputerowe, czyta książki, pisze sztuki teatralne, a raz na miesiąc maluje obraz. Lecz jeżeli Marcin powie, że w wolnym czasie gra w  gry komputerowe, to uznają go za mniej inteligentnego, niż gdyby powiedział, że czyta książki.

- Wolisz psy, czy koty.
- A jeżeli lubię oba?
- Wybierz to, które lubisz bardziej.
- Ale ja lubię oba jednakowo.
- Więc wybierz psy.
- Ale ja lubię też koty.

Jaki jest twój ulubiony kolor? Fioletowy, niebieski i zielony. Możesz wybrać tylko jedną odpowiedź. W takim razie wybieram niebieski, bo teraz bardziej mi się podoba. Następnym razem wybierzemy inną odpowiedź, która będzie bardziej pasowała do naszego nastroju .



Jaki masz kolor włosów?
- To rudy –powie kobieta.
- To brązowy – powie mężczyzna.
- Nie macie racji, to kasztanowy. Ale nie ma takiej odpowiedzi. Więc co mam wybrać – rudy czy brązowy. Może lepiej wybiorę inny? Ale wtedy pomyślą, że mam różowe włosy… Nie da się określić człowieka i jego cech jednym słowem. Nie da się go zaszufladkować. Gwiazdy, celebryci, też mają zmienne nastroje, ale ludzie wkładają ich na poszczególne półki – to jest metalowiec, więc nie może wyjść na ulicę w dresie i zwykłej koszulce. Ona jest bogata, nie może pokazać się w ciuchach z tamtego roku, tylko w najnowszej kolekcji ubrań za dwa tysiące. Oczywiście to tylko cena za pasek do sukienki.
Ludzie coraz chętniej wchodzą do szufladek – dziwak, kujon, bogacz, samotnik. Trzeba się sprzeciwiać szufladkowaniu i zacząć żyć tak jak chcemy – raz wyjść w dresie a raz w sukience. W końcu nasze nastroje są różne i w zależności od nich, wybieramy różne odpowiedzi. Ale można wybrać tylko jedną. Więc może lepiej klikać: inne i samemu określić wynik.


Bo jesteśmy ludźmi, a nie robotami. 

sobota, 12 marca 2016

Portret Aryi Stark - niespodzianka

Oj, zawiedliście mnie :/ 12 obserwatorów, a tylko dwie osoby komentują moje posty, ile razy mam powtórzyć! Nie czytasz - nie obserwuj, bo na numerkach mi nie zależy. Eh...
Do otwarcia nowego bloga - jeszcze trzy rozdziały do poprawienia, znajdę betę i zaczynamy publikowanie! Wiem, że długo to trwa!

W każdym bądź razie przejdźmy do posta! Mogliście już zauważyć, że lubię Martina (rysowałam już Daenerys), więc mam kolejny rysunek inspirowany Grą o Tron.

Ta jakość :/ Nie mam skanera, biedna ja!
Ta jakość :/ Nie mam skanera, biedna ja!
Papier - czarny
Przybory - biała kredka, biały żelopis
Czas - około 10 godzin

Co do tego rysunku mam dla was niespodziankę, ale to dopiero później :)

środa, 9 marca 2016

Subkultura, popkultura... a gdzie kultura?

Na początek definicja subkultury (absolutnie nie z wikipedii! Tego co tam napisali nie da się zrozumieć) - jest to określenie grupy społecznej i jej kultury, które tworzą się na podstawie pewnych poglądów np. etnicznych czy religijnych. Członkowie danej subkultury mają swoje zdanie, zachowania i zwyczaje. 

Subkultura... wkurza mnie to. Nie mam nic do osób, które należą do jakiejś subkultury, ale nie lubię, gdy próbują na siłę wciskać do niej ludzi.
Bo czy to, że noszę glany, musi oznaczać, że słucham metalu, ubieram się na czarno, itd.? Nie! Noszę glany, ale słucham Lindsey Stirling. I co, nie można? Można!

Moje kochane martensy ^^

Farbuję się na rudo i mam zielone pasemka, ale czy to znaczy, że jestem punkiem, albo coś? Nie!
Więc czemu ludzie tak bardzo starają się nas określić - metal, goth, punk...
Po co? To, że słucham niektórych utworów My chemical romance, nie wyklucza tego, że słucham też Lindsey. Noszę glany, bo jest mi w nich wygodnie i mi się podobają, ale to nie znaczy, że muszę też z nosić czarne ciuchy.


Krótki post, ale myślę, że każdy zrozumiał, o co mi chodzi.
A co do tytułu... nie doszukujcie się w nim ukrytego znaczenia, po prostu tak mi się spodobał, że musiałam do użyć ;)

Co sądzicie o subkulturach?
Należycie do jakiejś?

czwartek, 3 marca 2016

Ulubieńcy #1 zima

Ostatnia ankieta nie wypadła zbyt pomyślnie:


Mam nadzieję, że następna zbierze więcej głosów :) Liczę na was!

***

Coraz częściej widzę na blogach "ulubieńców miesiąca", ale, że pisanie co miesiąc takiego posta mi nie odpowiada, to postanowiłam publikować "ulubieńców kwartału". Bo czemu by nie?
Jak powszechnie wiadomo, kwartał ma trzy miesiące, więc pozwolę sobie napisanie od jednej, do trzech rzeczy w kategorii.

Muzyka

Kilka postów wcześniej mówiłam o moim muzycznym odkryciu, jakim jest Lauren Aquilina, więc nie będę się powtarzać. LINK

Anime

Tokyo ravens (na górze po lewej)
Wprost ubóstwiam taki projekt postaci, jak w tym anime! Podobało mi się to, że nie zapominano o znaku pod okiem Harutory, choć zastosowanie komputerów do robotów i samochodów bywało irytujące... ale da się to przeżyć! Anime jest epickie!

Charlotte (na dole po lewej)
Różne są opinie - mi się podobało. Główny bohater był dojrzały i naprawdę go polubiłam, w przeciwieństwie do białowłosej z kamerą - po prostu jej nie trawiłam! Projekty postaci bardzo mi się podobały ^^

Ore monogatari! (po prawej)
Może jestem dziwna, ale nigdy nie słyszałam tak ładnego śmiechu, jak ten Suny XD Anime jest lekkie i przyjemne, naprawdę mi się podobało.

Książka

Rywalki (po prawej)
Pomimo całej swej głupoty i infantylności, spodobała mi się pozycja Rywalki. Czasami mam ochotę odetchnąć od poważniejszych lektur :)

Szeptem (po lewej)
Zauważyłam, że Wydawnictwo Otwarte daje książkom bardzo ładne okładki - w przypadku Szeptem nie jest inaczej, za co należy się wielki plus. Historia jest ciekawa, choć zakończenie w ogóle nie przypadło mi do gustu.

Kosmetyk

Bloker antyperspirant Ziaja (po prawej) 6-7 zł
Wstydliwe, ale prawdziwe - mam straszne problemy z poceniem. Plamy nie śmierdzą, ale nieestetycznie wyglądają, a pojawiają się przez cały rok :/ Preparat stosuję raz na tydzień i sprawuje się idealnie.

Krem matujący La roche posay effaclar (po lewej) 50-70 zł
Idealny do mojej cery - jest strasznie wrażliwa, a krem ładnie nawilża, no i oczywiście matuje. Zawsze miałam problem ze zbyt tłustymi kremami, a nie chcę stosować pudru, bo po co, jak mogę sobie pomóc w lepszy sposób :)

***

Mam nadzieję, że post przypadł wam do gustu. Następni będą ulubieńcy wiosny, ale to dopiero za trzy miesiące ;) Jak widzicie nie do każdej kategorii dałam pełną ilość pozycji, dlatego sądzę, że gdybym miała dodawać ulubieńców raz w miesiącu, to... po prostu nie miałabym czego dodawać :)

Ireth

wtorek, 1 marca 2016

Nie potrafię iść do przodu...



Wszyscy dookoła mówią – nie żyj przeszłością! Idź do przodu!
Niedawno uświadomiłam sobie, dlaczego ja tak nie potrafię. Będziecie mieli okazję nieco lepiej poznać ścieżki mojego umysłu :) W tym poście się wyżalę, bo nikomu innemu nie mogę…
Zacznijmy od dzieciństwa! Moja mama pracowała na pięć szkół, przychodziła do domu o siedemnastej i od razu zaczynała pracować. Nawet w weekendy. Chodziłam wtedy do pierwszych klas podstawówki, miałam więc… około ośmiu lat. Całe dnie spędzałam sama i jedyna osoba, która wtedy przy mnie była, to Ewelina. Nie była dobrą przyjaciółką – traktowała mnie z wyższością, podporządkowywała sobie, ale… miałam tylko ją. Tak więc pomimo, że mnie tak traktowała, dziękuję losowi, że przy mnie była.



Warto wspomnieć, że w tym okresie bardzo dużo płakałam – mamy nie było, siedziałam sama. Oglądałam Kubusia Puchatka, wylewając łzy, bo on miał przyjaciół, a ja nie. Może się tak nie wydawać, ale miałam trudne dzieciństwo, nie zapominajcie, że liczyłam wtedy osiem lat. Ojca przy mnie nie było, rodzina mieszkała daleko.



Kiedy skończyła się podstawówka nie potrafiłam już żyć wśród ludzi. Pomimo, że byłam wśród nich, to jednak stałam obok. Straciłam wtedy całe zufanie do ludzi. W czasie wakacji i później próbowałam do nich dzwonić, spotykać się, ale oni nie chcieli. Zapomnieli o mnie.
Gdy kończyła się szkoła, obozy, sanatorium, wszyscy ludzie o mnie zapominali. Jedynym wyjątkiem jest Magda – nadal ciężko jest mi zrozumieć, dlaczego nie urwała kontaktu, ale cieszę się, że pamięta.
Najbardziej chcę, by ludzie nie zapamiętali mnie dlatego, że długo przy nich byłam, lub dlatego, że coś zrobiłam. Chcę, żeby ktoś zapamiętał mnie POMIMO, że tego nie zrobiłam. I Magda jest tutaj takim przykładem.



Teraz przejdźmy do początku postu – nie żyj przeszłością! Idź do przodu!
W przeszłości miałam „przyjaciół” i pomimo, że byli dla mnie niezbyt dobrzy, to jednak kogoś przy sobie miałam. Obecnie mam dwie „przyjaciółki”, którym nic nie mówię, bo nie mam do nich zaufania. Ale stoją obok. Jeżeli pójdę do przodu zostanę sama. Nie ma nikogo, kto poszedłby wraz ze mną. Warto wspomnieć, że nigdy NIE BYŁAM SAMOTNIKIEM. Zawsze chciałam być w towarzystwie, tylko po prostu nie miałam jak.
Dlatego stoję w miejscu i nie mogę się ruszyć, bo wiem, że gdy to zrobię, zostanę sama.




Post jest mocno pesymistyczny, ale jeżeli chcielibyście bardziej poznać moją psychikę, to mogę napisać ich więcej.
© Halucynowaa | WS | X X X